W kwietniu jednak zadzwoniła Antonina Pietrownna. Do tej pory pamiętała o nas raz w roku, i to tylko przez SMS. Teraz jej głos brzmiał miękko, troskliwie.
— Witianko, jak się macie? Na Nowy Rok musimy się spotkać całą rodziną, teraz, gdy macie takie warunki…
Viktor nigdy nie potrafił odmówić matce. Nigdy.
Dwudziestego drugiego grudnia przyjechała na „kontrolę”.
Wieszałam zasłony, kiedy usłyszałam jej głos w przedpokoju.
— Witia, rada rodzinna postanowiła — świętujemy u was. Będziemy dwudziestu dwoje.
Przeszła do salonu, dotykając oparcia kanapy.
— Wiera pracuje jako cukiernik, dla niej nakrycie stołu to przecież drobiazg, prawda?
Stałam na drabinie, trzymając karnisz w rękach. Chciałam powiedzieć, że pracuję po dwanaście godzin, że produkty kosztują połowę pensji, ale słowa ugrzęzły w gardle.
— Potem się rozliczymy, — dodała teściowa, zwracając się do Viktora. — Rozumiesz, jak ważne jest, żeby rodzina była razem?
Viktor kiwnął głową.
