Od kilku dni czułem się źle, ale nigdy nie traktowałem tego poważnie. Przez większość czasu czułem zawroty głowy, mdłości i byłem kompletnie wyczerpany. Zakładałem, że to jakiś wirus żołądkowy, a może nawet grypa. Ale dzielnie walczyłem, robiąc obiady, sprzątając okruchy, pilnując, żeby chłopaki nie pozabijali się o figurki.
Tego ranka udało mi się nawet zrobić naleśniki bananowe, mając nadzieję, że Tyler wreszcie się uśmiechnie.

Naleśniki bananowe | Źródło: Pexels
Kiedy wszedł do kuchni półprzytomny, wydusiłam z siebie radosne: „Dzień dobry, kochanie”. Chłopcy odpowiedzieli chórem: „Dzień dobry, tato!”.
Tyler nie odpowiedział. Spojrzał prosto przed siebie, wziął kawałek suchego tosta i wrócił do sypialni, mamrocząc coś o ważnym spotkaniu. Pamiętałem, że tego dnia był zajęty przygotowaniami do ważnego spotkania i prezentacji w pracy. Więc nie tylko się do tego przygotowywał, ale też zakładał strój roboczy.

Mężczyzna się ubiera | Źródło: Pexels
Myślałem, że naleśniki mu pomogą albo że entuzjazm chłopców poprawi mu humor. Ale zdałem sobie sprawę, że się myliłem.
„Madison, gdzie moja biała koszula?” – warknął z sypialni, a jego głos przeciął korytarz niczym ostrze.
Wysuszyłam ręce i weszłam do środka. „Wrzuciłam to do pralki razem z białymi rzeczami”.
Odwrócił się do mnie z szeroko otwartymi z niedowierzania oczami. „Co masz na myśli mówiąc, że właśnie wrzuciłeś to do pralki? Prosiłem cię, żebyś to wyprał trzy dni temu! Wiesz, że to moja szczęśliwa koszula! A dziś mam ważne spotkanie. Nie potrafisz nawet zrobić jednego zadania?”
