Czasem to rosnące rozczarowanie.
Czasem obojętność wobec rzeczy, które kiedyś cieszyły.
Bywa też poczucie samotności w obecności drugiej osoby.
Chcesz spędzać więcej czasu sam, unikasz rozmów, a wspólne chwile męczą zamiast dawać radość.
Zdarza się też, że myśli uciekają w stronę kogoś innego.
Nie zawsze z zamiarem zdrady, ale raczej jako znak, że coś w środku się wypaliło.
Amerykański psycholog Mark Travers zauważa trzy wyraźne symptomy wygasającej miłości.
To obojętność, brak zaangażowania i ciągły sprzeciw wobec partnera.
To sygnały, że więź zaczyna się kruszyć, nawet jeśli nikt nie mówi tego głośno.
Dla wielu osób ten moment oznacza koniec świata.
Ale, jak tłumaczy Amélie Boukhobza, to wcale nie musi być porażka.
Miłość, która się skończyła, nie traci wartości.
Po prostu przestała być tym, czym była.
Każda relacja ewoluuje, zmienia się, dojrzewa lub zanika.
Nie zawsze można ją uratować.
I nie zawsze trzeba.
Zamiast szukać winy w sobie czy w partnerze, warto spojrzeć na to z wdzięcznością.
Bo nawet jeśli uczucie przeminęło, historia, którą razem stworzyliście, wciąż ma znaczenie.
Akceptacja końca to pierwszy krok do spokoju.
To sposób, by nie tkwić w przeszłości i nie ranić siebie ani drugiej osoby.
Niektórzy czują wtedy ogromne poczucie winy.
Myślą, że zawiedli.
Że powinni byli bardziej się starać.
Że mogli coś zmienić.
Ale czasem po prostu nie można.
Miłość nie jest czymś, co da się utrzymać siłą.
Nie można jej wymusić, zatrzymać ani zmusić do przetrwania.
I właśnie dlatego nie warto obwiniać ani siebie, ani partnera.
Jak mówi Boukhobza, uczciwość wobec drugiej osoby to wyraz szacunku, nawet jeśli prawda boli.
Nie chodzi o to, by zranić.
Chodzi o to, by nie udawać.