Ciąg dalszy na następnej stronie
W kolejnych dniach strasznie tęskniłam za Rufusem. Cisza w moim mieszkaniu była ogłuszająca. Ale pewnego dnia ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam właścicieli Maxa z dwiema smyczami w dłoniach. Za nimi dwa identyczne złote szczeniaki wściekle merdały ogonami.
Jeden z właścicieli uśmiechnął się i powiedział: „Pomyśleliśmy, że przydałby ci się nowy przyjaciel. Max ma te szczeniaki, a ponieważ nie możemy uratować ich wszystkich, pomyśleliśmy, że ty będziesz idealny”.
Kiedy uklękłam, by powitać szczeniaki, łzy napłynęły mi do oczu. Tak jak Rufus – nie, Max – zrobił to tamtego pamiętnego dnia w Walmarcie, jeden ze szczeniaków podskoczył i owinął łapki wokół mojej nogi.
Życie ma dziwny sposób, by nas czegoś nauczyć. Strata Rufusa uświadomiła mi, że miłość nie polega na posiadaniu, ale na robieniu tego, co najlepsze dla tych, których kochamy, nawet jeśli to boli. A czasami odpuszczenie otwiera przestrzeń dla czegoś pięknego i nieoczekiwanego.
